
Przypomina mi się dość zabawna historia sprzed kilku lat. Kraków późną wieczorową porą, duszna aura lipcowej bądź sierpniowej pogody, spacer długą ulicą prowadzącą od samych bulwarów nadwiślańskich w stronę popularnej galerii handlowej. Na chodniku ja – w swoim jakże skromnym wydaniu maszerujący dość spokojnym tempem wraz ze znajomą; przed nami mężczyzna, na oko niewiele starszy od nas, zmierzający samotnie w tym samym kierunku, zdecydowanie szybciej niż my. Niespodziewanie z sąsiedniej ulicy wyłaniają się sylwetki dwóch rosłych osobników, każdy nieskrępowanie mówiący odrobinę za głośno, jak na panującą już od dawna ciszę nocną, na ciele dumnie prezentujące się komplety dresowe, i ten specyficzny chód dyskretnie sugerujący naocznym obserwatorom stan co najmniej lekkiego upojenia alkoholowego.
Obydwaj panowie, bezsprzecznie nastawieni tamtej nocy na rozrywkę do białego rana, bezceremonialnie podchodzą do wędrującego przed nami mężczyzny, a przekroczywszy domniemaną przeze mnie granicę jego dopuszczalnego dystansu fizycznego zarezerwowanego dla kontaktu z nieznajomymi, łapią go za ramię i ochoczo wołają: „kolego, masz może papieroska…?”. Mężczyzna nie reaguje na zaczepkę słowną, z teatralnym wręcz rozmachem wymownie odsuwa się od swoich rozmówców i stanowczym krokiem oddala się od nich. Jeden z nich, rozgniewany postawą napotkanego przypadkiem jegomościa, który ewidentnie powinien był przecież podzielić się z innymi swoimi papierosami (o ile je w ogóle miał), zamiast wymijać obcych sobie ludzi, wydobywa z siebie donośnie: „trochę kultury!”.

Przytoczona scena do dziś dnia wywołuje we mnie skrajne myśli i odczucia. Z jednej strony samo wspomnienie sytuacji, w której to o mały włos nie doszło do typowej ulicznej szarpaniny, w dodatku wieczorową porą, może budzić dreszcz emocji. Nawet nieznajomość żadnej ze wspomnianych postaci pozwala bezsprzecznie wyłonić oprawców i ofiarę – osoby atakujące oraz osobę zaatakowaną. A jeśli moja subiektywna ocena zmierza zbyt daleko, bo przecież nie doszło do czynnej napaści, to chyba nikt nie zaprotestuje w momencie, gdy pozwolę sobie na wyodrębnienie wśród uczestników zdarzenia tych, których zachowanie wydaje się mniej kulturalne niż moglibyśmy tego społecznie od nich oczekiwać.
Ikoniczne rozwiązanie akcji następuje w chwili okrzyku „trochę kultury!” pochodzącego z ust jednego z napastników. Hipokryzja? Obłuda? Zakłamanie? Zastanówmy się głośno, czy można intencjonalnie naruszyć czyjąś przestrzeń osobistą, próbować wymusić otrzymanie jakiejś rzeczy nienależącej do nas, a jednocześnie wymagać od zaatakowanego nienagannych manier? A może kultura (w tym także kultura osobista) to pojęcie sprawnie uciekające od zakorzenionego w nas podziału świata na dobro i zło? W mojej opinii, zarysowana scena ataku nosi znamiona muzycznej dominanty, funkcji harmonicznej budującej napięcie. Próba zdominowania obcego człowieka w celu podstępnego zdobycia papierosa (przy posługiwaniu się atrybutami głośnego mówienia, przewagi liczebnej, przekroczenia granicy dystansu) nie powiodła się. Utwór zawisł na dominancie. Poziom napięcia osiągnął apogeum i potrzebował ujścia w postaci muzycznej toniki. Gardłowe „trochę kultury!” było więc nie tyle deklaracją wewnętrznej krzywdy zignorowanych agresorów, co raczej próbą zachowania przez nich twarzy poprzez odwołanie się do kolektywnie respektowanych norm życia społecznego. Jak wiemy, normy te postulują szacunek do rozmówcy, krytykując ignorowanie swego interlokutora, kimkolwiek by on nie był.
Kultura – czyli co?
Opisana historia obrazuje istotę „kultury” w codziennym życiu każdej i każdego z nas. Mimo różnic w płci, wieku, pochodzeniu i wychowaniu, pojęciem tym posługujemy się wszyscy. Nie przepadamy za wykluczaniem nas z grona osób kulturalnych, tak jak i nie czujemy się komfortowo w przypadku niekulturalnego zachowania się kogoś względem nas. I wcale nie jest ważne, czy ta osoba cieszy się akurat naszą sympatią. Nadto, ochoczo analizujemy zachowania innych i posiadamy naturalną skłonność przypisywania im niekulturalnego postępowania jeśli akurat nie spełnia ono naszych oczekiwań.
Typowo szkolnym przykładem definiowania kultury było zestawianie jej na zasadzie antytezy z „naturą”. Jeśli potraktujemy naturę jako cały otaczający nas świat, powstały bez ingerencji człowieka w tenże proces twórczy, to kulturę a contrario musimy utożsamić z ogółem wytworów ludzkiej działalności, a zatem z całokształtem wszelkich materialnych i niematerialnych wartości wynikających z faktu istnienia człowieka i jego funkcjonowania w świecie.
Powołując się na Słownik Języka Polskiego – kulturą nazwiemy1: „materialną i umysłową działalność społeczeństw oraz jej wytwory”, „społeczeństwo rozpatrywane ze względu na jego dorobek materialny i umysłowy”, „odpowiednio wysoki poziom rozwoju społeczeństwa w jakimś zakresie”, czy wreszcie „umiejętność obcowania z ludźmi”. Ten semantyczny agregat całego materialnego i duchowego dorobku ludzkości przenika wszystkie sfery naszego życia, z których wyłaniamy:
- kultury narodowe (np. kultura japońska, kultura włoska),
- kultury regionalne (np. kultura śląska),
- kultury etniczne (np. kultura romska),
- kultury organizacyjne (np. kultura akademicka),
- subkultury (np. kultura punkowa),
- kultury zawodowe (np. kultura prawnicza)
i wiele innych typologii kultur. Przenikają się one, wzajemnie się często kształtując. Unaocznia nam się to choćby w biznesie, gdzie gargantuiczne pod względem przestrzennego zasięgu działania firmy międzynarodowe, o solidnie zbudowanej kulturze korporacyjnej, wkładają mnóstwo wysiłku w swoje kampanie reklamowe tak, aby skutecznie zaadresować je do odbiorców reprezentujących różne kultury narodowe. Wśród typologii kultur odnajdziemy również „kulturę osobistą”. Pomijając względy stricte leksykalne, kulturę osobistą należy rozpatrywać w kategoriach indywidualnych, traktując ją jako osobowościowy wyróżnik każdego człowieka. Prawdopodobnie niemożliwym jest ograniczenie kultury osobistej do konkretnych i mierzalnych parametrów, których spełnienie prowadziłoby do postawienia wniosku, że mamy do czynienia z człowiekiem kulturalnym. Na kulturę osobistą składają się nie tylko dobre maniery, lecz także wiedza o świecie, umiejętność właściwego zachowania się w rozmaitych sytuacjach komunikacyjnych oraz świadomość tych cech i własności, które dana społeczność uważa za niezbędne do posiadania/spełnienia przez tzw. osoby kulturalne (może to być np. partycypowanie w wydarzeniach kulturalnych, otaczanie się odpowiednim towarzystwem itp.).
Kultura, a etykieta i savoir-vivre
Z kulturą osobistą idą w parze inne określenia – m.in. savoir-vivre oraz etykieta. Pomiędzy nimi występują pewne niuanse semantyczne, jednakże powtarzalność ich desygnatów jest na tyle zauważalna, że nie będzie zbyt wielkim naruszeniem traktowanie tych dwóch pojęć (tj. savoir-vivre’u oraz etykiety) jako wyrazów bliskoznacznych. Trzeba pamiętać, że zawierają się one w szeroko pojętej kulturze osobistej, wspomagają budowanie wizerunku człowieka jako obdarzonego wysoką kulturą osobistą, jednocześnie same tego słowa w pełni nie wyczerpując.

Etykieta etymologicznie wywodzi się z francuskiego etiquette (dosłownie „kawałek papieru”). Pierwotnie etykietami znakowało się miejsca w ogrodach królewskich Ludwika XIV, po których nie wolno było chodzić (zakaz deptania). Współcześnie etykieta oznacza ogół norm dobrego zachowania2. Nie są to bynajmniej normy arbitralnie przez kogoś narzucone. Nie tworzy się ich w interdyscyplinarnych zespołach naukowych na światowej sławy uniwersytetach, nie narzuca się ich poprzez stanowienia prawa (nie są to zatem normy prawne), nie powstały wskutek czyjegoś kaprysu i woli utrudnienia innym życia. Przeciwnie, etykieta ma wymiar praktyczny i służebny względem ludzkości. Normy dobrego zachowania kształtowały się na przestrzeni wielowiekowego doświadczenia obcowania ludzi ze sobą, wchodzenia w interakcje. Etykieta to zatem instrumentarium postępowania w rozmaitych sytuacjach życiowych, gotowy zbiór podpowiedzi i recept na zachowanie się w nawet najbardziej niespodziewanych okolicznościach komunikacyjnych. Niektórzy utożsamiają ją ze zwykłą grzecznością, inni z dobrym obyczajem. Kumulatywność zasad etykiety sprawia, że ma ona raczej zewnętrzny charakter oddziaływania na człowieka.
Trudno byłoby bezwarunkowo zgodzić się z tezą, że kulturalny człowiek to taki, który wypełnia zasady etykiety. Kultura osobista nie ogranicza się wyłącznie do realizowania wypracowanych standardów kulturalnego zachowania się. Co więcej, kultura osobista ma coś ze sztuki. Podobnie jak każda sytuacja komunikacyjna ma w sobie ładunek nieprzewidywalności. Na kanwie takich założeń narodził się savoir-vivre (fr. wiedzieć, jak żyć). Owo pojęcie wzbogaca nasz sposób patrzenia na relacje międzyludzkie, czyniąc z treningu dobrych manier proces jak najlepszego odnajdywania się w kontaktach między ludźmi.
Konkludując, kultura osobista jako jeden z istotnych typów kultury, stanowi indywidualny przymiot każdego człowieka. Odnosi się do tych cech danej osoby, które określają sposób, w jaki osoba ta reaguje na świat oraz na ludzi wokół niej. Jest to więc przede wszystkim aspekt, który podlega ocenie ze strony innych. Ponadto, kultura osobista to nie tylko wizerunek, lecz także drogowskaz efektywnego nawiązywania relacji z innymi ludźmi. To dzięki niej możemy budować więzi oparte na zaufaniu i wzajemnym szacunku. Etykieta i savoir-vivre to praktyczne narzędzia wspomagające doskonalenie własnych manier, gdyż obfitują w konkretne zasady, które z łatwością można stosować w różnych sytuacjach społecznych, każdorazowo z poszanowaniem uczuć drugiego człowieka.
- Słownik Języka Polskiego, [online:] https://sjp.pwn.pl/sjp/kultura;2565197.html, data dostępu 26.07.2024.
- I. Kamińska-Radomska, Współczesna etykieta biznesu w codziennej praktyce w Polsce, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2019, s. 27.
Rafał Rabenda